|
LISTY O RÓŻNEJ TEMATYCE DO ZNAJOMYCH I PRZYJACIÓŁ
LIST O WIELKANOCY W POLSCE
Droga Klaudio!
Miałam na Wielkanoc być już w domu, ale moi znajomi namówili mnie,
żeby te święta spędzić u nich w Warszawie. I nie żałuję!
Wielkanoc poprzedzają wielkie porządki – trzeba je i tak zrobić po
zimie, ale święta stanowią dodatkową zachętę. Wszędzie więc słychać
trzepanie dywanów i widać osoby myjące okna. Pięknieją również ulice –
czyste i lśniące czystą zielenią. ]
W Niedzielę Palmową przed kościołami sprzedają palmy zrobione z bazi
i barwniku, poprzetykane suchymi kwiatami.
Ostatnie dwa dni przed świętami to gorączka gotowania, pieczenia
ciast i malowania jajek. Od Wielkiego Piątku także długie kolejki ludzi
odwiedzających groby w kościołach na Warszawskim Przedmieściu i Starym
Rynku. W Wielką Sobotę widać dzieci niosące w koszyczkach święconkę do
kościoła.
W niedzielę wczesnym rankiem obudziły mnie dzwony, a koło dziesiątej
zasiedliśmy do uroczystego śniadania. Stół był pięknie nakryty białym
obrusem i przybrany zielenią i kwiatami, a na nim masa smacznych rzeczy
– tradycyjnie biała pieczona kiełbasa, pisanki, baby i mazurki.
Oprócz mnie na śniadaniu były jeszcze dwie starsze ciocie i kuzyn
gospodarzy – bardzo przystojny młody lekarz. Ale o nim opowiem Ci już,
jak się zobaczymy.
Całuję mocno
Twoja Kinga
LIST O ŚWIĘCIE ZMARŁYCH
Kochana Lidio!
Wiem, że list ten dostaniesz już po moim powrocie do domu, ale nie
mogę się oprzeć chęci napisania Ci o tym, co tu widziałem i przeżyłem.
Mam jeszcze przed sobą cały samotny wieczór w hotelu – spędzę go więc na
rozmowie z Tobą.
Byliśmy dziś ze Stryjem na grobie Dziadków na Powązkach. Tłumy ludzi,
masa samochodów, zmienione trasy dojazdowe na cmentarze, dodatkowe
autobusy i specjalnie wydzielone parkingi. Piszę o tym, żebyś miała
wyobrażenie, jak wielu warszawiaków odwiedza tego dnia swoich zmarłych.
Przed cmentarzem i tuż za bramami kwesta na rzecz odnowienia zabytków
Powązek – jest wiele starych opuszczonych grobów z pięknymi pomnikami,
które na gwałt potrzebują restauracji. Pieniądze zbierają znani
warszawscy aktorzy, a całemu przedsięwzięciu patronuje od lat Jerzy
Waldorff.
A potem już nie kończące się mogiły pełne kwiatów – głównie białych
chryzantem, choć trafiają się też chryzantemy złote i purpurowe, a także
wieńce z innymi kwiatami. Cmentarz tego dnia zakwita. A kiedy zapadnie
wieczorny zmierzch, zaczyna płonąć tysiącami, setkami tysięcy zniczy.
Cienie drzew stają się olbrzymie, a pomniki oświetlone od dołu nabierają
ciepłych blasków. Światła palą się wszędzie: na grobach krewnych i
przyjaciół, na grobach żołnierzy z różnych wojen i pod brzozowymi
krzyżami poległych w powstaniu warszawskim, na mogiłach wielkich
Polaków. Budzą ludzką pamięć i nadzieję żyjących, że non omnis moriar.
No, rozpisałem się, ale przecież przez tyle lat wszystko oglądaliśmy
i przeżywaliśmy razem.
Dobranoc, Kochanie
Twój Wojtek
PS Jutro czekają mnie spotkania z rodziną i przyjaciółmi.
LIST O PRZEDSTAWIENIU TEATRALNYM
Droga Pani!
Kiedy wyjeżdżałam do Adama, radziła mi Pani, abym koniecznie
zobaczyła polski teatr – posłuchałam i jestem ogromnie Pani wdzięczna.
Szczególnie utkwiła mi w pamięci sztuka Jerzego Jarockiego „Staś”,
którą obejrzałam na scenie kameralnej Teatru Polskiego ( byliśmy parę
dni w Warszawie u krewnych Dawida ).
„Jest to – pisze w „Przekroju” Lucjan Kydryński – utwór dość
niezwykły: pomyślany jako pierwsza część tryptyku o życiu i sztuce
Stanisława Ignacego Witkiewicza stanowi opowieść o dziecięcych i
młodzieńczych latach artysty. Głównym bohaterem „Stasia” nie jest ów
tytułowy, młody Witkiewicz, lecz właśnie jego ojciec – zresztą również
Stanisław, wybitny krytyk, malarz i pisarz, człowiek wielkiej kultury i
mądrości, który według własnych doświadczeń i przemyśleń kształtuje
osobowość syna.”
Tyle Kydryński. Ja muszę dodać, że było to jedno z najbardziej
interesujących przedstawień, jakie ostatnio widziałam. Gustaw Holoubek w
roli ojca jest naprawdę znakomity!
O innych wrażeniach z Polski opowiem Pani już osobiście na naszych
cotygodniowych spotkaniach.
Łączę wiele serdeczności
Katy R.
LIST DO CHOREJ PRZYJACIÓŁKI
Kochana Cecylio!
Od paru dni leży na moim biurku kartka od Ciebie, w której mi
piszesz, że miałaś wypadek samochodowy i czeka Cię najpierw operacja, a
potem bardzo długa rekonwalescencja.
Ogromnie Ci współczuję, szczególnie, gdy pomyślę o pobycie w szpitalu
i wszystkich przykrościach z tym związanych. Ale to minie, wrócisz do
domu i… tu moja serdeczna prośba: nie zmarnuj tego czasu!
Przecież Ty potrafisz pisać! Jeżeli trudno Ci będzie wziąć się do
jakiejś książki, pisz pamiętnik. Myślę, że lata pracy nad piękną
polszczyzną rozwinęły Twoje zdolności i właśnie teraz masz okazję, aby
je wykorzystać. Nawet, jeżeli z początku nie będziesz z siebie
zadowolona, nie rezygnuj – na pewno uda ci się stworzyć coś ciekawego. A
może cykl nowel lat naszej młodości? Tajne nauczanie, codzienne kłopoty
i małe radości, wielkie sprawy i pierwsze uczucia. Wierzę, że znajdziesz
temat dla siebie i czekam, że mi o tym napiszesz, albo opowiesz.
Wybieram się we wrześniu do Warszawy i oczywiście będę u Ciebie.
Tymczasem całuję Cię, Kochanie najczulej
Twoja Krystyna
Drogi Piotrze!
Przepraszam, że nie pisałem tak długo. Tym razem chyba nie będziesz
się gniewać – po prostu nie mogłem pisać, bo miałem złamaną rękę.
W czasie ferii zimowych byłem na obozie narciarskim w Szczyrku.
Zjeżdżając po stoku Kubalonki, wpadłem na przykryty śniegiem pieniek,
wywinąłem kozła i upadłem jakoś tak nieszczęśliwie, że złamałem w łokciu
prawą rękę. Cholernie mnie bolało i nawet pierwszy raz w życiu
zemdlałem. Dziś jest już prawie dobrze, chociaż jeszcze od czasu do
czasu ręka mnie pobolewa. Mama mówi, że do wesela się zagoi.
Przez tę rękę mam sporo zaległości w szkole i teraz muszę doganiać.
Koral urósł bardzo i wygląda jak prawdziwy wilk. Jest naprawdę mądry
i posłuszny, tylko wciąż jeszcze nie potrafi chodzić przy nodze. Na
pewno z czasem się tego nauczy.
Dziękuję Ci za wszystkie Twoje listy!
Bądź zdrów, Stary!
Mariusz
Mój Drogi!
Cieszę się, że nareszcie do mnie napisałeś, ale, przyznaj sam,
kazałeś mi długo czekać na ten list. Teraz już wiem dlaczego nie dawałeś
znaku życia. Ten ostatni zjazd naprawdę Ci się nie udał, ale na
szczęście z ręką już wszystko w porządku.
U mnie nic nowego. W szkole nudy na pudy. Tak naprawdę lubię tylko
geografię – przynajmniej się człowiek czegoś dowiaduje o świecie. Bardzo
chciałbym to wszystko zobaczyć na własne oczy. Na razie mogłem błysnąć
na lekcji kiedy uczyliśmy się o Polsce.
Najlepsze są te dni, kiedy po szkole mamy treningi. Jestem dosyć
dobry w koszykówce – może będę a końcu roku w reprezentacji mojej budy
na mistrzostwach międzyszkolnych.
Napisz więcej o Waszym psie, tego Korala to Ci naprawdę zazdroszczę,
moi Rodzice nie chcą się zgodzić nawet na kota!
Cześć
Piotr
Pozdrowienia dla Cioci i Wujka, także od Mamy i Taty
Moniko Najmilsza!
Nareszcie mamy własne mieszkanie! Trzy pokoje z kuchnią i łazienką
oraz długim balkonem od strony parku.
Zupełnie nie mogę uwierzyć we własne szczęście!
Urządziliśmy na razie jako tako jeden pokój, reszta musi trochę
poczekać. Rysujemy wciąż nowe projekty umeblowania, ale musimy się też
liczyć z rzeczywistością, to znaczy z tym, co można kupić w sklepach z
meblami. W każdym razie obiecujemy sobie, że do jesieni wszystko będzie
zapięte na ostatni guzik i wtedy Ty musisz przyjechać i zobaczyć co
zdziałaliśmy.
Tak się cieszę, że będziemy mogli gościć Cię w naszym domu!
Kończę bo biegniemy z Frankiem po firanki.
Całuję
Renia
Kochana Reniu!
To wspaniale, że jesteście już u siebie.
Napisz koniecznie, co byś chciała ode mnie na nowe mieszkanie. Za
zaproszenie dziękuję i postaram się na pewno zajechać do Was w
październiku lub listopadzie.
Serdeczności dla Ciebie i Franka
Monika
|